Zajęte. Za kod zamknięty w znakach nierówności odpowiadają palce Larwy. Za grafikę w tle również, acz pan wielce szanowny Jeordie White został żywcem wyjęty z klatek teledysku do "Coma White". Ponadto, Larwa zastrzega sobie prawo do tego co napisała, gdyż za wszystkie te literki odpowiada chora głowa, która jest jej własnością. Nie kopiować, nie piracić, nie kraść. Przed spożyciem obok zawartych treści skonsultuj się z lekarzem pierwszego kontaktu, psychiatrą/psychoanalitykiem i egzorcystą. Wstrząsnąć przed użyciem. Odpalać pod Lisem.
Świat zachowuje się jakby podglądał każdy aspekt mojego życia, zerkał ukradkiem we wszystkie myśli i kroczył za mną, co chwila kryjąc się za jakimś ciemnym murem, żebym go nie dostrzegła. Jedni mówią, że ma na imię Zbieg Okoliczności. Ja bym określiła go dodatkowo mianem „Przesadny”.
Wie Świat i Oni wszyscy. Najpierw podstawiają mi Go przed oczami w zwiastunie jakiegoś filmu, żebym zastanawiała się potem, jakim cudem odkopali Jego utwór sprzed jakichś 14 lat. Oklejają Jego zdjęciami i plakatami pokoje nastoletnich outsiderek w jakimś filmie. Empatie i Jowisze uzbrajają się w Jego płyty. Jedyny Słuszny Sklep zainwestował chyba w cały magazyn mniej lub bardziej przydatnych rzeczy z Jego podobizną, z Jego pseudonimem. I w końcu On sam przyjeżdża do Polski dać koncert. Zupełnie jakby też wiedział.
Koniec świata. Jeszcze nawet 17 godziny nie ma, a już jest ciemno. Nienawidzę zmiany czasowej. Że niby śpimy godzinę dłużej? Szkoda, że tylko w tą jedną niedzielę.
Ludzka schematyczność i wewnętrzna potrzeba dążenia do zrównania się z innymi, zniknięcia w tłumie, staniem się jednym z znów wgryzła mi się w mózg i znowu muszę o niej napisać.
Otrzymałam SPAM. Krótki, bo krótki. Ot taki tam komentarzyk. Czy może nie chciałabym oceny albo zostać oceniającą? Myślę sobie „Okej, wejdę, zobaczę, zgłoszę się, przecież tak chciałam, żeby ktoś zjechał mój blog, bo jest taki a nie inny, jak za starych dobrych lat. Wpisałam się już do dwóch ksiąg, co mi szkodzi wpisać się do trzeciej?”. Wchodzę, patrzę – Wersal po prostu. Punktów w regulaminach bez liku, wybierz oceniającą, sposób oceny, bla, bla, bla. „Damn it, jakie to skomplikowane!”. Wchodzę w informację o naborze do ów ocenialni. Jakże bym mogła sobie odpuścić możliwość zrównania jakiejś blogowej osobistości, albo co lepsze - różowej miss, z ziemią, albo wykazać się raz na jakiś czas okrutną nietolerancją. Czytam, czego tam szukają, jakie są wymagania. No i znalazłam, jedno zdanko, o tym, że nie należy ludzi krytykować tylko po to, aby sprawić im przykrość, bo są tacy i owacy (w tym momencie odechciało mi się oceniać blogi – nie ma tyraniny, nie ma frajdy), lecz należy im pomóc – powiedzieć, co należałoby w blogu poprawić, czego unikać.
Pomoc w formie oceny bloga. Dobra. Zgadzam się. "Kup sobie słownik ortograficzny", "naucz się zasad interpunkcji" - to jeszcze zrozumiem. Tylko wiadomo jak to zazwyczaj z tymi ocenami jest. Jeden lubi szablony w formie tabel, inny jako niekończący się jaśniejszy pasek, na którym wyświetlane są notki, jeden preferuje te minimalistyczne, ktoś inny rozlewające się po całej powierzchni przeglądarki. Część lubi róż, część czerń, ktoś inny powie, że nie toleruje niczego innego jak odcień zieleni w turkusowe gwiazdki. Ktoś woli z muzyką, ktoś bez.
Whatever.
Tak więc załóżmy, że pewna osóbka z przydzielonym zadaniem, by oceniać mojego bloga i pomóc mi w tym, by stał się bardziej perfekcyjny i przyjazny w odbiorze lubi nowoczesne szablony ze zdjęciem ulubionej gwiazdki, niewłączającą się automatycznie muzykę w tle, pisaninę o tym, że "och, jakie moje życie jest cudowne, jestem taka szczęśliwa, jutro idziemy z psiapsiółeczkami do kina, będzie super!" i jeszcze jakieś słodkie dodateczki w menu na doczepkę. Wystawi mi jakieś naciągane 2, bo czarny jest brzydki, grafika jest przerażająca i w ogóle to "nie wiem co przedstawia", jakaś uszojebna muzyka włącza się gdy tylko wczyta się strona, a jedyne co jej tu pasuje to brak większych błędów w notkach, które poza tym są tragiczne, bo nie opowiadają o wesołym życiu kolorowej nastolatki.
Zostaną mi wytknięte wszystkie te błędy, wszystkie najmniejsze szczegóły, na które żaden czytelnik mojego bloga nawet nie patrzy. I otrzymam porady: "Zmień szablon na coś bardziej optymistycznego! Gdy z twojego bloga spojrzy na ciebie [tu wstaw imię dowolnej hani fontani] od razu poczujesz się radośniej! Skończ z czernią, ona już dawno jest niemodna. Proponuję róż!". Słyszę w głowie ten piskliwy głosik dwunastoletniej specjalistki...
Co ma więc na celu ocenianie blogów? Uzyskanie pomocy w formie kilku słów na temat "w jaki sposób dogodzić gustom oceniającej, aby następnym razem zdobyć 5 kosztem własnej indywidualności"? Każdy lubi co innego. I nie ważne jak bardzo oceniający będą się zarzekać, że ocenią sprawiedliwie, tak jak powinno być. Napiszą jak powinien wyglądać idealny blog w ich mniemaniu i skrytykują twój, bo doskonały jest tylko dla ciebie. Będą wspomagać powielanie tych samych blogowych trendów i schematów, norm, według których coś może być "fajne" i "popularne", zalać Internet tysiącami pustych kopii ideału, który nie istnieje.
Jeśli oceny blogowe mają służyć "pomocy", to wolę podziękować. Chyba, że to tylko pretekst, a tak naprawdę i tak chodzi o to, aby podbudować ego oceniających.